piątek, 29 listopada 2013

Jesienne dzierganie

Czy znacie szalik robiony na palcach? Ja do niedawna nie, choć już w wakacje koleżanka wspominała, iż wzięła udział w warsztatach dziergania na palcach, ale ani nie było wełny pod ręką, ani głowy i czasu do robótek, więc temat przepadł... do czasu... Podczas jednej z ostatnich wizyt w pasmanterii zobaczyłam właścicielkę z rewelacyjnym szalikiem na szyi. Wspomniała, że zrobiła go na palcach. Po powrocie do domu uruchomiłam wyszukiwarkę, chwyciłam wełnę i zaczęłam pleść. Oto efekt:




Na dalsze zamówienia nie musiałam długo czekać, moja 5-latka zamówiła od razu szalik w kolorze, oczywiście, różowym. Usiadłam i zaczęłam pleść. Mała zaciekawiona przez chwilę się przyglądała, po chwili sama zaczęła przekładać mi oczka, po czym postanowiła własnoręcznie wydziergać sobie szaliczek.

No i się zaczęło- plotła cały wieczór w przeróżnych konstelacjach:






w każdym kącie pokoju:


nie zamykając przy tym nawet na sekundę buzi, by czasami z przerażeniem przybiec do mnie, bo zrobił jej się „pląt”.

Nie dotarła do końca motka, ale to, co uplotła starczyło na szaliczek dla lalki: 



Wspomnę jeszcze, że jest to jej pierwszy, własnoręcznie udziergany szaliczek.

Filmów instruktażowych do wykonania tego szalika jest wiele- ja korzystałam z tego.Nie potrzeba ani drutów, ani szydełka, ani żadnych umiejętności dziergania. Robi się go prosto i szybko, więc chwytajcie za wełnę i do dzieła!

Powodzenia w dzierganiu!!!




piątek, 8 listopada 2013

Abilmente- jesień 2013



wydziergany samochód


pomponikowe dekoracje choinkowe


 I kolejne Abilmente za nami. Edycja jesienna, jak zwykle, ściągnęła ogromne tłumy kupujących ( ponoć było nas tam 59 tysięcy)- wszak to czas zdobywania prezentów świątecznych, jak i gromadzenia zapasów na długie, zimowe wieczory.
Niestety, ta komercyjna strona targów zdominowała tą drugą, promującą rękodzielnictwo, pomijaną w biegu między jednym a drugim sklepikiem. Mało osób zaglądało do strefy atelier i uczestniczyło w kursach, workshopach, demonstracjach, przystawało przed wystawami.



W tej edycji Abilmente główny nacisk położono na hafciarstwo. Pojawiły się reprezentcje i szkoły z przeróżnych regionów Włoch, które prowadziły wiele krótkich kursów ukazujących tajniki stosowanych przez nie technik. Mimo że haft nie stanowi dominującej roli w moim robótkowaniu nie mogłam przejść obojętnie przy stanowisku prezentującym haft na tiulu- przecudny, delikatny i kompletnie mi nieznany. 
            Również entuzjaści szydełkowania mieli swoje atelier, w którym można było coś wydziergać np. naszyjnik gipsy, a także podziwiać wydziergane akcesoria ubraniowe, rzeczy użytkowe, lalki  bądź po prostu przyłączyć się do grupy Crowdknitting i podziergać sobie w wesołym towarzystwie (byli też dziergający panowie). Zorganizowano również atelier filcowania, atelier pracy na krosnach, atelier patchworku. Cieszę się, że w tej edycji organizatorzy nie zapomnieli o najmłodszych. W wydzielonej części dydaktycznej czekało na nie wiele atrakcji- nauka obrazków słomkowych, kwiatów z bibuły, wikliny gazetowej, twórczego wykorzystania plastikowych butelek, obrazków z recyklingowych materiałów. Moja Mała nie chciała z tej strefy wogóle wychodzić.


            
           Ku mojemu zaskoczeniu, no ale tak to z modą bywa, część poświęcona dekoracji cukierniczej, która szumnie została utworzona dwa lata temu i której wówczas towarzyszyło wiele kursów, demontracji, wystawców, w tym roku została zredukowana do 8 stanowisk wciśniętych między rękodzielnictwo.
 
To, co mnie urzekło na targach to twórczość zamieszkałej we Francji Iny Georgety Statescu . Stałam jak zaklęta przed jej pięknymi, eterycznymi pracami- choć piękne to za mało powiedziane...zresztą pooglądajcie sami, ale zdjęcia, niestety, nie oddają subtelności tych dzieł.










 Nie mogę odżałować, że nie zauważyłam terminów kursów, które prowadziła Ina Statescu podczas Abilmente..  pozostaje mi internet i książki, by choć trochę zgłębić jej technikę. Wielka szkoda tej utraconej okazji...

I teraz do następnego Abilmente, które odbędzie się w terminie: 20-23 luty 2014.

czwartek, 17 października 2013

Chleb toskański



Mija właśnie szesnaście lat od mojego pierwszego pobytu we Florencji. Wówczas, nieświadoma zagrożenia, kupiłam w piekarni „zwykły” bochenek pszennego chleba. W domu ukroiłam pajdkę, zrobiłam kanapkę, ugryzłam i …. nie, nie rozpłynęłam się w zachwytach, lecz nieprzygotowana na niespodziankę zamarłam z ugryzionym kawałkiem w ustach. „Ki czort?.... ochyda!... chleb bez soli!!!!” wydawał mi się niezjadliwy i popukałabym się w głowę, gdyby ktoś mi powiedział, że po kilku latach z własnej, nieprzymuszonej woli będę taki chleb wypiekała. Co dziwne, moim dzieciom, mimo że przyzwyczajone do solonego pieczywa, ten brak soli w chlebie toskańskim w ogóle nie przeszkadza...

Różne są teorie dotyczące braku soli w chlebie toskańskim- jedna z nich mówi, iż podczas wojny w XII w Republika Pizy zablokowała dostawy soli do Florencji, sól stała się towarem deficytowym, luksusowym i mało kto mógł sobie na nią pozwolić. Zaczęto z konieczności wypiekać chleb bez soli i tradycję tę utrzymano do dnia dzisiejszego.

Obecnie chleb toskański należy do produktów oznaczonych symbolem Dop (Denominazione di Origine Protetta - chronione oznaczenie geograficzne). Możemy go dostać w Toskanii, jak i też w całych Włoszech środkowych.

Główne jego cechy to:
        waga od 0,5kg do 2kg
        kształt owalny lub okrągły
        wysokość od 5 do 10cm
        skórka krucha, chrupiąca
        kolor złocisty
        zapach prażonych orzechów laskowych
        smak- bez soli





Chleb toskański (przepis na 3 bochenki po ok 600g)

Składniki:
biga:
0,5 kg mąki
5g świeżych drożdży
300ml wody

Rozpuścić drożdże w wodzie, dodać mąkę, zagniatać przez około 10 minut. Odstawić na 12-15 godzin, pamiętając o przykryciu miski wilgotną ściereczką.

Ciasto właściwe:
biga
0,5kg mąki
400ml wody

Wszystko razem zagniatać tak długo, aż uzyskamy ciasto gładkie, jednorodne. Przykryć wilgotną ściereczką, odstawić na godzinę do wyrośnięcia.
Po wyrośnięciu podzielić ciasto na 3 części po ok. 600g, odstawić na 10 minut. Uformować trzy podłóżne bochenki, wyłożyć na blachę, przykryć ściereczką, odstawić do wyrośnięcia na 1,5 godziny.
Piec 30 minut w temperaturze 220 stopni.

Smacznego!

(przepis z Pane, pizze e focacce- Slow Food Editore)
           

wtorek, 15 października 2013

Smaki jesieni...

Moi rodzice mają w ogrodzie najlepsze gruszki na świecie. Naprawdę! Lepszych w życiu nie jadłam. Nikt nie wiem, co to za odmiana. Drzewo rośnie już od wieków, mierzy kilka metrów, co sprawia, że zrywanie gruszek wymaga niezłej akrobatyki.

I dlatego dzisiaj jedno z moich ulubionych ciast- strudel, w wersji nietypowej, bo gruszkowej…

Strudel wypiekany jest przede wszystkim w regionie Trentino- Górna Adyga, a jego początki sięgają do środkowej Azji i wypiekanej tam baclavy. Charakterystycznym składnikiem strudla Górnej Adygii są jabłka, rodzynki i pinoli, choć odmian tego wypieku jest naprawdę mnóstwo i nie dziwi również strudel z warzywami. Ciasto, które podaję w poście jest ciastem tradycyjnym (z wody, oliwy i mąki), ale nie jedynym- możemy posłużyć się też ciastem francuskim, albo ciastem kruchym. 




Ciasto (Brot und pikantes Gebäck):

150g mąki pszennej
szczypta soli
1 małe jajko
1,5 łyżki oleju
50ml wody

Składniki zagnieść, ciasto ma być gładkie i błyszczące. Zrobić kulę, posmarować ją olejem i odstawić pod przykryciem na godzinę. Po godzinie ciasto rozwałkować bardzo cienko, a następnie (najlepiej na ścierce wysypanej mąką) bardzo delikatnie rozciągać rękami* . Im cieńsze ciasto tym smaczniejsze!

Nadzienie:
Gruszki (dużo! oczywiście można śmiało zastąpić je jabłkami i zrobić tradycyjnego strudla)
4 łyżki masła
80g bułki tartej
orzechy posiekane
starta skórka z cytryny
2 łyżki płynnego miodu

cukier puder do posypania ciasta po upieczeniu

Gruszki obrać, pokroić na małe kawałki. Masło rozpuścić, podsmażyć na nim bułkę tartą. Składniki nadzienia zmieszać ze sobą, wyłożyć na ciasto. Ciasto zwinąć i za pomocą ścierki wyrzucić na blachę. Piec około 20 minut w temperaturze 200 stopni. Po upieczeniu posypujemy ciasto cukrem pudrem.

Smacznego!
  
 * w necie możecie zobaczyć dokładną metodę rozciągania ciasta, ooo np. tutaj http://www.youtube.com/watch?v=svBu6zDjxKs

wtorek, 24 września 2013

Monte Baldo i Bardolino

Tegoroczna jesień rozpieszcza i zachęca do spacerów- jest słonecznie, ciepło, kolorowo.

Postanowiliśmy znowu wyskoczyć w okolice Gardy. Na górze Baldo znajduje się AdventurePark- park liniowy z wieloma ścieżkami dostosowanymi do różnych poziomów wiekowych i stopnia zaawansowania. Mała uwielbia tego typu rozrywkę. Przejście dziecka kosztuje 8 euro i w teorii pokrywa 3 okrążenia, jednak przy małej ilości odwiedzających dzieci mogą pokonywać ścieżkę tyle razy, ile chcą, choć moja po 5 przejściach ma już dość. Po skończonej zabawie w parku liniowym dzieci mogą jeszcze pohasać po placu zabaw, a dorośli przysiąść przy stole piknikowym, lub w parkowym barze.



Wieczór spędziliśmy w Bardolino, w jednej z nadgardziańskich miejscowości, słynnej z wina Bardolino i gajów oliwkowych. Mimo że wrzesień zbliża się ku końcowi w Bardolino przywitały nas tłumy turystów. Miasteczko było tak zatłoczone, że szybko przelecieliśmy przez labirynt sklepów, barów, restauracji, zahaczając, oczywiście, o lodziarnię ;), by wylądować na nadbrzeżu i podziwiać przepiękny zachód słońca. Na pewno tu jeszcze wrócimy, choć tym razem w spokojniejszym, posezonowym okresie.
 




I tradycyjnie..



Uwaga dla wszystkich odwiedzających bloga i wybierających się w te okolice- w dniach 3-7 października odbędzie się:  FESTA DELL’UVA E DEL VINO BARDOLINO, oczywiście w Bardolino :) organizator zapewnia wiele stanowisk promujących to wino, oferujących przekąski, oraz różne występy muzyczne, folkowe, pokaz zimnych ognii- program szczegółowy powinien się niedługo pojawić na stronie miasta.

wtorek, 13 sierpnia 2013

Wakacje




Tu jestem. Daleko. Odpoczywam od codzienności i z konieczności od internetu. Przede mną jeszcze kilka tygodni wojaży, spotkań z dawno niewidzianymi znajomymi i odkurzania starych, znanych miejsc oraz odkrywania nowych. Odezwę się po powrocie.

 Pozdrawiam wszystkich zaglądających na mój blog!

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Molveno, Trentino

Uciekliśmy przed dusznymi upałami w góry i.. przeżyliśmy szok termiczny. Spodziewaliśmy się różnicy temperatur kilku a nie kilkanastu stopni, w rzeczywistości trzeba było nałożyć kurtki, a o wejściu do wody nie było w ogóle mowy.. 








Pojechaliśmy, jak zwykle do maleńkiej, malowniczej miejscowości ukrytej w masywie Dolomitów (Dolomiti di Brenta)- Molveno. Należymy do gości jedniodniowych, choć dla tych, którzy chcieliby spędzić tam kilka dni gotowe jest całe zaplecze hotolewo- campingowe. Jest to idealne miejsce dla rodzin z małymi dziećmi- dwa place zabaw, piaskownice, baseny, teren czysty, zadbany, duży wygodny parking, kilka budek pamiątkarskich, lodziarnie... 









Tradycyjnie zatrzymaliśmy się na kolację w pizzerii „Keller” w Fai della Paganella. Jest to jedno z nielicznych miejsc, w którym gospodarze zatroszczyli się o spokój rodziców podczas jedzenia i wybudowali dzieciom plac zabaw. W chłodne dni można schować się do środka, a dzieci mają do zabawy cały stół zabawek. W menu jest też specjalna pizza dla dzieci. 







Sama restauracja polożona jest w malowniczym miejscu, serwuje bardzo dobre pizze, a dla tych, którzy akurat nie mieliby na nie ochoty, w menu restauracyjnym jest też kilka dań typowych dla regionu Trentino. 






Po powrocie okazało się, że kapryśna pogoda pokazała nam figę z makiem i mamy to, co „chcieliśmy”- chmury, zimno a po upałach ani śladu...